We wtorek oraz w środę byłam na Zielonej Szkole. Było tak fajnie, że postanowiłam Wam opowiedzieć :)
O godzinie 7:30 nasz autokar miał odjechać sprzed szkoły, więc mieliśmy być wcześniej. O 7:15 stawiłam się przed szkołą a tu nikogo nie ma... Okazało się, że nie mieliśmy stawić się przed gmachem budynku tylko przed kościołem. :D O wyznaczonej godzinie wszyscy już byli oprócz wychowawczyni klasy z którą miałam jechać. Pragnęłabym wspomnieć, że mam bardzo mało zorganizowanego wychowawcę, który nie umie koordynować wycieczek, więc musiałam z koleżankami podłączyć się do klasy o rok młodszej (żeby gdzieś pojechać). Po pięciu minutach frekwencja wynosiła 100 % i mogliśmy zacząć się pakować do autokaru.
Moja walizka
Równo o ósmej wyruszyliśmy i praktycznie od razu został włączony film (po trudnościach typu brak lektora polskiego) Oglądaliśmy Gwiazd Naszych Wina. Całkiem fajny film, ale książka o niebo lepsza. Pierwszy nasz postój zaliczyliśmy przy jaskini obok Kielc. Każdy miał na głowie kask i fajnie wyglądaliśmy :D
Koleżanka w kasku :)
W jaskini było zimno, ale dało się wytrzymać ;) Cały czas miałam wizję, że nagle wyleci ze szczeliny nietoperz, albo przebiegnie mi po ręce pająk. Brrr.. Nie lubię tych żyjątek...
Następnym punktem programu był spacer po takim parku, na końcu wspinało się na górę i można było podziwiać panoramę Kielc.
Następnie z bardzo (sarkazm) szczęśliwymi minami przyjęliśmy wiadomość, że mamy jeszcze pojechać do pałacyku Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku. Było tak fajnie... Po długim zwiedzaniu oraz lekcji muzealnej o polskich noblistach mieliśmy jechać prosto do hotelu. I co? A może jak już przejeżdżamy obok Dębu Bartek to go zobaczymy? Jasne!
Wykończeni nadmiarem atrakcji dojechaliśmy do hotelu o bardzo ciekawiej nazwie, a mianowicie "Elektryk". Zjedliśmy obiad i rozlokowaliśmy się w pokojach. Na szczęście były pokoje 3-osobowe, więc zamieszkałam z koleżankami z klasy. Następnie był spacer nad jezioro, moczenie nóg, zabawa w chowanego, ognisko i podstawy survivalu <3 A oto fotorelacja:
Postanowiłam piec kiełbaskę na kiju o dł. 30 cm (skończyło się to przepaleniem swetra)
Po zajęciach na dworze udaliśmy się do swoich pokojów i żeby wykorzystać obecność TV włączyliśmy sobie m.in. CSI Miami :)
Tak minął nam dzień pierwszy z dwóch. W następnym poście opiszę dzień drugi.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz